|
Kończy się lato. Coraz częściej za oknem pada deszcz, wieje silny wiatr. Wkrótce roz-pocznie się sezon dokuczliwych katarów, gryp i przeziębień. Lecz w tym roku nie dam się zaskoczyć - na półce w mojej domowej apteczce stoi opakowanie VirAgo, które w ubiegłym roku pomogło moim małym córeczkom przetrwać ten trudny okres. Jak zwykle, moja starsza córka przywitała ubiegłą jesień katarem, gorączką i bólem głowy. Na drugi dzień objawy te wystąpiły również u młodszej córki. Byłam pewna, że to pierwsza choroba w niekończącym się paśmie, trwających aż do późnej wiosny, serii mniej lub bardziej poważnych infekcji. W ubiegłych latach próbowałam różnych środków medycyny klasycznej, jak i naturalnej, aby uchronić moje córeczki od ciągłego leczenia antybiotykami. Sposoby te były nieskuteczne, a ja co roku przegrywałam walkę z jesienią. Lecz w ubiegłym roku dostałam od koleżanki VirAgo. Jego składniki były dla mnie nieco "magiczne" - wcześniej stosowałam tylko jeżówkę. Koleżanka zapewniała mnie, że VirAgo zadziała jak "szczepionka na choroby" - pobudzi system immunologiczny moich dzieci do samoobrony. Zdesperowana postanowiłam spróbować. Objawy choroby u córeczek minęły po 2 dniach, co zachęciło mnie do kontynuowania kuracji przez kolejne 3 tygodnie. Byłam niezwykle zdziwiona i ucieszona z faktu, że do tej pory moje pociechy nie musiały korzystać z porad lekarza, odzyskując ochotę i energię do zabaw. W tym roku, już we wrześniu, rozpocznę ponownie kurację VIRAGO, aby bez obaw, że antybiotykami "zniszczę zdrowie" moich ukochanych córek, cieszyć się pięknem jesieni i śnieżnej zimy.
Anna z Tarnowa z Patrycją (lat 8) i Kasią (lat 4)
PS. Mój mąż wreszcie w lecie nie miał opryszczki.
Źródło: "Cali News", wrzesień 2005r.
|